Jak Ryba w wodzie uczyła się pływać S1E1

Kwiecień 20th, 2012 caramel 3 comments

Po pierwsze chciałam powiedzieć, że nie będę tłumaczyła się z chwilowej nieobecności na blogu, która „niewiadomokiedy” przedłużyła się do roku z hakiem.

Powiedzmy, że tego roku nie było i zaczynam pisać, jakby nigdy nic.

***

Nauka pływania dla opornych S1E1 [pilot]:

Okoliczności przyrody, zdrowotne, przyparły mnie do muru, i na stare lata przyszło mi uczyć się pływać.

Przed przystąpieniem do Nauki Właściwej postanowiłam wybrać się z G. na basen, celem obadania sytuacji. Wyczucia gruntu. A właściwie dna.

Całą drogę panikowałam w aucie, odwracając swoją uwagę od tego, co za chwilę nastąpi oraz uwagę G. od uspokajania mnie i tłumaczenia mi, że na 140cm głębokości w jego towarzystwie oraz eskorty stada hożych ratowników nie jestem w stanie się utopić.

Zaopatrzona w piękniuśki, nowiuśki strój, śmierdzący gumą jeszcze ciepły czepek oraz gustowne okularki i jeszcze bardziej gustowne dziewczyńskie klapki typu „pełen prof”, wejszłam do wody (znaczy klapki zostawiłam na brzegu, no ale pochwalić się muszę, no).

No i okazało się, że wlewanie się wody do uszu nie oznacza jeszcze, że człowiek idzie na dno. Co więcej nie oznacza również, że traci oddech i mdleje. Nałykanie się basenowej wody, jeżeli nie przyniesie dziś w nocy epickiej sra**ki, to również nie jest wielkim dramatem.

Okularki pięknie izolują wodę, więc mogę chodzić na basen w soczewkach kontaktowych, co przy mojej wadzie wzroku jest bardzo istotne, gdyż nauka pływania bez soczewek mogłaby wyglądać tak: idę…idę….SRU! PLUM! woda -> dno, bo nie zauważyłam końca brzegu...

Trochę piecze w nosie ale powiedzmy, że jeżeli od tego się nie umiera, to jestem w stanie przełknąć (dosłownie, bo nosem wody też się napiłam).

Oraz mam numer telefonu do najprzystojniejszego ratownika w calutkiej wsi. Jeżeli jeszcze okaże się dobrym instruktorem, to będę cała szczęśliwa.

Kategorie:about me, random thoughts Tagi: